środa, 14 listopada 2012

Rozdział 2

-Oddawaj ten zeszyt Gnojku!- ze śmiechem rzuciłam się na Lou' iego. Chyba tylko On potrafił mnie rozbawić. Brakowało mi tego. Jego obecności.
-Ale po co?- zapytał i uniósł dłoń w której trzymał notatnik, ku górze. Wiedział że nie doskoczę. Czasami przeszkadza mi moje 167 cm. wzrostu.
-Bo to jest mój pamiętnik!- krzyknęłam i wskoczyłam mu na plecy. Chłopak zaczął wirować.
-Pamiętnik powiadasz ? Po co go prowadzisz? Przecież masz mnie!- wrzasnął i przestał się kręcić. Nie mógł utrzymać równowagi i upadliśmy na dużą sofę.- Możesz mi powiedzieć wszystko!
-Ale Ciebie, nie mam codziennie, głuptasku.- powiedziałam i pstryknęłam go w nos. Słodko przymrużył oczy i uśmiechnął się. 
- Co racja, to racja. A tak inną drogą, to coś bym zjadł.- poklepał się po brzuchu i spojrzał w stronę mojej kuchni.
-Przykro mi, ale lodówka świeci pustkami. Jutro miałam iść na zakupy.
-No to ubieraj kurtkę i buty. Jedziemy do mnie Księżniczko.- powiedział i sczochrał mi włosy.
-Może bym się stosowniej ubrała, co ty na to? Bo wiesz mieszkasz jeszcze z czwórką przyjaciół, nie wiem, czy chcieli by zobaczyć takie straszydło.- szturchnęłam go w łokieć i podniosłam się z kanapy.
-Weź przestań. Myślisz że my jak wyglądamy kiedy chodzimy po domu?- zapytał i położył dłonie na biodrach.
-Jak Bogowie Seksu!- krzyknęłam za sobą, kiedy szłam w kierunku mojej sypialni.
-Mówisz jak niektóre fanki!- usłyszałam za sobą i parsknęłam śmiechem.
 Po chwili stałam już gotowa do wyjścia. Założyłam na siebie kurtkę i buty, po czym wzięłam do ręki klucze.
-Gotowa by poznać resztę psychiatryka? Bo największego psychola już znasz.- zapytał.
-Jasne, w drogę.

 Stałam przed drzwiami, a Louis namawiał mnie do wejścia do środka.
-Chodź, Oni Cię nie zjedzą!- krzyczał i śmiał się ze mnie. No co? Może się denerwowałam. Nie wiedziałam kompletnie kim oni są. Jakoś nigdy mnie to nie interesowało. W końcu udało się mu wciągnąć mnie do środka.
-NIALL, LIAM, ZAYN, HAZZA KOCHANIE!!!- wrzasnął kiedy ściągałam buty i kurtkę. Cicho się zaśmiałam.
-CO CHCESZ LOU ?- usłyszałam męski, niski głos. Odwiesiłam kurtkę na wieszak i nagle zauważyłam burzę brązowych loków i duże, zielone oczy zaledwie kilka centymetrów od moich.
-Czyli, to jest ta twoja przyjaciółka o której tak ciągle gadasz? No ale gdzie moje maniery ?! Nazywam się Harry Styles, jestem żoną Lou' iego. A ty jesteś zapewne Rozalie?- podał mi dłoń. Przelotnie ją uścisnęłam, ponieważ nie za bardzo wiedziałam co się dzieje wokół mnie. Wiem że w pomieszczeniu pojawiło się jeszcze trzech chłopaków.
-Tak, mów mi Rose.- powiedziałam i lekko się uśmiechnęłam. To pewnie on jest tym jego "Słodziaczkiem".
-Dobra Hazza, bo będę zazdrosny.- zaśmiał się Louis i pociągnął mnie w bliżej w kierunku tych trzech chłopaków. Teraz przyjrzałam się im dokładniej. Uroczy blondynek w aparacie na zęby, kochany brązowooki chłopak o dość krótkich włosach (wyobraźcie sobie Liam' a w tej fryzurze co był w teledysku do LWWY) i...NIE. To nie może być on...a może jednak. Chłopak o czarnych włosach, postawionych ku górze, lekkim zaroście, ciepło-brązowym spojrzeniu...to chłopak którego dzisiaj obsługiwałam w kawiarni. Świat jest strasznie mały.- To Niall, Liam i Zayn.- kontynuował i pozostawił mnie samą pośród chłopaków.- Ja idę coś upichcić, Harreczku pomożesz mi Kochanie?- zapytał chłopaka w loczkach. Zaśmiałam się. To takie zabawnie że bawią się w małżeństwo.
-Jasne!- chłopak zapiszczał jak dziewczyna i po chwili już ich nie było.
 Staliśmy w tym przedpokoju nic nie mówiąc. Było mi trochę niezręcznie. Czułam na sobie wzroki 3 idoli miliona nastolatek. Nie jedna chciałaby być teraz na moim miejscu.
-To...- zaczął Zayn.-...może wejdziemy do salonu ? Bo stoimy, tu jak jakieś sieroty.- zaproponował i niechętnie, tak jakby go do tego zmuszono, wyciągnął rękę w kierunku pomieszczenia w którym o ściany odbijały się światła z telewizora.
-No właśnie, chodź Rose.- powiedział Liam i gestem dłoni powiedział bym do niego podeszła. Po chwili już szłam blisko niego. Doszliśmy do salonu, a tam chłopaki rzucili się na sofę. Zaczęli nakładać się poduszkami i śmiać, a ja tylko stałam i patrzyłam. Zayn jako pierwszy zorientował się że jestem z nimi w pokoju. "Dzięki"- pomyślałam i automatycznie wykrzywiłam usta w grymas, który miał przypominać uśmiech.
-Chodź Rozalie. Nie nie gryziemy. Chociaż nie jestem pewny co do Niall' a.- powiedział i obdarzył mnie uśmiechem, spod których wystawały perłowo-białe zęby. Podeszłam do sofy i usiadał na jej brzegu. Poczułam czyjeś dłonie na moich biodrach i że ktoś przysuwa mnie , bardziej na środek. Odwróciłam się i zobaczyłam Zayn' a.
-No co ? Będzie Ci wygodnej.- powiedział i znów się uśmiechnął.
"Tylko nie zrób niczego głupiego, tylko nie zrób niczego głupiego"- powtarzałam sobie w myślach, podczas tej uroczo-koszmarnej scenki.

***
Przepraszam, że tak długo nie dodawałam, ale musiałam się uczyć. Postaram się teraz częściej dodawać :))
Proszę o komentarze.
Całuję ;*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz